Strajk głodowy

Zawiodłam się… pierwszy raz zawiodłam się na tureckiej kuchni. Do tej pory było dobrze, czasem nawet lepiej, ale jutro ogłoszę strajk głodowy.

W zeszłym tygodniu dostaliśmy na obiad w pracy: zupę, makaron świderki z kropelką keczupu i niezidentyfikowaną potrawę. Potrawa składała się z ziemniaków, kalafiora na słono i marchewki na słodko, jakby gotowane, jakby smarzone, a wszystko razem zimne… Przecież tego nie dało się jeść!!! I jeszcze zero deseru na pocieszenie, tylko dwie łychy yogurtu. Podziubałam i poszłam głodna do biura.
Jakby tego było mało, dziś było dokładnie to samo. Na szczęście przed godziną lunchu G poinformowała mnie o tym i w kilka osób zamówiliśmy coś na wynos, a dokładnie szaszłyki z piersi kurczaka i sałatki. Przynajmniej tyle.
Ja rozumiem, że to jest lunch dla pracowników, a nie restauracja. Ja rozumiem, że się tnie koszty na wszystkim, bo takie same historie o okropnym jedzeniu słyszę od innych. Ale jak można coś takiego ugotować i podać w państwie gdzie gotowanie jest sztuką, a jedzenie to prawdziwa rozkosz?
Poza tym to pozostawiło we mnie długotrwałą traumę, codziennie sprawdzam co będzie kolejnego dnia, żeby nie być niemile zaskoczoną, ale i tak każdego dnia boję się iść na lunch… Niedługo słodka marchewka będzie mnie gonić w koszmarach nocnych, podczas gdy drogę zastąpi mi kalafior z ziemniakiem.
Nie, nie i jeszcze raz nie!!! Nie zgadzam się na to i ogłoszę strajk głodowy. Już nauczyłam wszystkich, że kompot pije się z kubka, a nie łyżką zupną, że nie je się ziemniaków, ryżu i chleba do jednego posiłku, chybaże naszym celem jest zobaczyć odbicie szafy trzydrzwiowej w lustrze. I teraz jak będzie trzeba to nauczę ich jak się prowadzi strajk głodowy.

Boję się tylko jednego… Mój szef opowiadał mi jaką to on ma silną wolę. W zasadzie to on nie pali, bo nie chce i to jest jego silna wola, ale jak przyjdzie H – nasz firmowy Marokańczyk i mu zaproponuje papierosa, to on ma wtedy słabszą chwilę i idzie zapalić. Natomiast moja koleżanka jest na diecie, ale jak zobaczyła dobry deser do lunchu to zrobiła sobie przerwę w diecie. I tak sobie myślę, że jeżeli wszyscy mają taką silną wolę… to na kolejny lunch pójdą szybciej niż zgłodnieją, a mnie nie zauważą nawet gdybym była „wolnością wiodącą lud na barykady”…

‚Wolność wiodąca lud na barykady’ – Eugène Delacroix
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s