Słodko-gorzka kawa

WPIS DLA OSÓB O MOCNYCH NERWACH !!! W czwartek spotkałam się z A – Australijką, która przeprowadziła się do Bursy z mężem i 4 dzieci, aby rozwinąć swoją firmę, a zajmuje się edytorstwem w języku angielskim. Spotkałyśmy się w celu pomarudzenia trochę. Dopadł nas etap zwykłego życia, który następuje zaraz po etapie ekscytacji nowym miejscem. O czym tak marudziłyśmy…

To trudny moment w życiu każdego emigranta z wyboru, emigrant z przymusu nie ma dylematów, bo nie ma wyboru. Kilka miesięcy po wylądowaniu na ziemi obiecanej przychodzi moment słabości, który objawia się na kilka sposobów. U mnie na przykład objawił się zgagą po większości potraw spożywanych podczas lunchu w pracy. Ten wieczór był nam obu potrzebny, aby pozbyć się negatywnej energii i to co doprowadza do szału i palpitacji serca obrócić w temat do śmiechu i anegdot w towarzystwie za 30 lat.

Dodatkową trudnością są znajomi, którzy jeden przez drugiego piszą: ale fajnie mieszkasz w Turcji… I jak tu napisać, że wcale fajnie nie jest… a czasem jest wręcz do bani. Jedyny sposób, żeby nie zwariować to wyjść z siebie stanąć obok i pomyśleć: Nic to… w końcu Azja zobowiązuje…

Zaczęło się niewinnie od tureckich mieszkań. Tureckie mieszkania nie różnią się niczym od włoskich czy hiszpańskich, co oznacza, że są zimne w zimie, bo zimy są łagodne więc nikt nie dba o izolację i o ogrzewanie bez utraty energii. A. opowiedziała mi również, że w jej mieszkaniu (3 piętrowej willi z wewnętrznym ogrodem!!!) kiedy włączy się ogrzewanie to woda pod prysznicem nigdy nie ma temperatury jakiej można by oczekiwać, a jeżeli wyłączą zupełnie ogrzewanie to bardzo ciepłej wody wystarcza na 3 minuty dla 6-osobowej rodziny… Jak tu się cieszyć życiem. U nas niby ciepła i nawet gorąca woda jest a jakże, ale cała łazienka pozostawia wiele do życzenia… życie.

Potem płynnie przeszłyśmy do braku balansu między życiem prywatnym i zawodowym. Turcja… w każdy przewodniku znawcy tematu rozpisują się jakaż to rodzinna kultura… – wierutna bzdura ot co. Jakaż to rodzinna kultura, skoro ojciec nie widzi dzieci w ogóle (!!!) bo pracuje, a jeszcze jak matka pracuje to już nikt nie widzi dzieci całymi dniami, co znaczy, że są puszczone samopas. A dzieci to też skomplikowana sprawa, bo oprócz szkoły do której muszą chodzić to wszystkie chodzą na dodatkowe kursy, bo bez tego nie ma szans na studia, więc od najmłodszych lat sytuacja jest patologiczna. Albo to ja byłam wychowana w „patologicznie zbalansowanej rodzinie”, gdzie praca była pracą, a życie rodzinne życiem rodzinnym i zawsze był czas na rozmowę czy pomoc w odbrobieniu pracy domowej albo wycieczkę na rowerach poza miasto.

Następnie weszłyśmy na temat zupełnej niegospodarności i nieekonomiczności tureckich firm. Codziennie wracam do domu tą samą uliczką i codziennie wszystkie sklepy są puste, a sprzedawca i kilku pomocników siedzą i pierdzą w stołki popijając herbatę, zamiast pójść do domu i pobyć z rodziną, bo to w końcu rodzinna kultura. To samo u mnie w firmie połowa tak naprawdę mogłaby pójść do domu i nigdy nie wracać, a oni jeszcze przychodzą w sobotę, a mój szef czasem nawet w niedzielę. Nadgodziny? Jakie nadgodziny? Małe sklepiki topnieją jak śnieg na wiosnę, żeby nowe mogły powstawać jak grzyby po deszczu. A opowiedziała mi historię swojego sąsiada, który pewnego wieczora postanowił otworzyć agencję turystyczną i jak pomyślał tak zrobił. Czego potrzebował do tego biznesu? Pomieszczenia, biurka i komputera… przynajmniej tak mu się wydawało, że to wystarczy. Nie wystarczyło, agencja padła po dwóch miesiącach.

Powróćmy do sprawy jedzenia… Tłusto, dużo i w zasadzie mięsno-pomidorowo, a desery to wariacje na temat wody z cukrem, którą nasączone jest różnego rodzaju ciasto. Wygodna kuchnia to dla nas podstawa, bo wybór warzyw i owoców jest naprawdę duży cały rok, dzięki czemu szybko i tanio można wyczarować coś swojego i innego.

Tylko się upić z tego wszystkiego… ale uwaga, bo zanim dojdziemy do stadium kaca, czeka nas kac moralny… 18 TL za wódkę z colą – 36 PLN w pierwszym lepszym pubie…

To tak w skrócie o czym rozmawiałyśmy przy naszej słodko-gorzkiej kawie. Kelnerzy chyba wyczuli klimat i dostałyśmy ogromny kawałek ciasta czekoladowego na koszt firmy. Coś co nie zdarzyłoby nam się ani w Polsce ani w Australii, tylko w Turcji…

Reklamy

3 thoughts on “Słodko-gorzka kawa

  1. Ja tez potrzebuje takiego dnia!!!!! Oj mi sie nazbieralo duzo duzo duzo…. Ale na ogrzewanie i goraca wode nie narzekam, za to na reszte tak.

    • spotkałyśmy się i co? chyba te nasze chłopy coś wyczuły, że będzie o marudzeniu… 😀 musimy zorganizować babskie ploty i marudzenie 😀

  2. Pingback: Marudna Mudanya | Somewhere between two cultures

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s