13. w piatek…

Jak zwykle rano poszłam pod prysznic… i nagle „bum” nie ma światła ani ciepłej wody… jak pech to pech…

Moje mieszkanie do najnowszych nie należy, więc zdarzało się, że podczas prysznica podgrzewacz do wody wywalał bezpieczniki w przedpokoju. Należało wtedy wyjść (z szamponem na włosach albo zamydloną twarzą do przedpokoju i włączyć bezpiecznik, który odpowiadał za łazienkę i wrócić na kolejne kilka minut pod ciepły prysznic.

Kiedy nagle wyłączyło mi się światło, w pierwszej chwili pomyślałam, że to ten sam problem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam bezpiecznik, który się nie wyłączył… hm. A po chwili okazało się, że nie ma prądu w całym mieszkaniu. Przecież to prawdziwy piątek 13.

Zawinięta w ręcznik, z cieknącą strużką szamponu po plecach udałam się do kuchni, żeby podgrzać wodę w garnku i przynajmniej spłukać szampon z włosów. W międzyczasie sms do kierowcy busika, którym jeżdżę do pracy, żeby nie czekał na mnie. I do szefa, że będę w pracy dopiero jak znajdę prąd w mieszkaniu. Zawinięta w ręcznik i koc tym razem, pomaszerowałam w papuciach na klatkę schodową, gdzie zaraz obok moich drzwi są wszystkie liczniki i korki. Obraz nędzy i rozpaczy! Wszystko pamięta dwudziestolecie międzywojenne. Ale jak tu znaleźć mój licznik skoro żaden nie działa w tym momencie, bo wszyscy jeszcze śpią.

Wróciłam do mieszkania dokończyłam mycie głowy, a potem z łóżka zwlekła się E. Trzeba było widzieć jej minę, kiedy usłyszała jak zapowiada się początek dnia. Nie dość, że nie umyje głowy, nie weźmie prysznica to nawet nie ma jak poprawić obecnej fryzury, bo suszarki nie działają. Offf yaaaaaaa!!!

Cóż robić? Włączyłam grzejnik i zaczęłam trząść głową, żeby szybciej włosy wyschły, a w międzyczasie myśleć nad rozwiązaniem problemu. I wymyśliłam: trzeba pójść do mojej agencji, skąd wynajęłam mieszkanie.

I się zaczęło… Musiałam wszystko wytłumaczyć, że energii w mieszkaniu nie ma, że prysznic, że licznik nie działa tylko mój, skąd wiem? po numerze który znalazłam na rachunku, czy zapłaciłam? jasne, że zapłaciłam rachunki. Nie miałam pojęcia jak są bezpieczniki, ale usłyszałam coś o „sigorta” a to znaczy ubezpieczenie, więc to musi być to i było to. Bardzo miła pani zadzwoniła najpierw do zakładu i poprosiła o sprawdzenie czy wpłynęła płatność. A potem wyszukała taki specjalny śrubokręcik, który się wkłada w gniazdko i sprawdza czy jest prąd, a potem poszłyśmy do mieszkania. Śrubokręt niewiele pomógł, bo prądu nie ma z powodu korków, które zapewne wywaliło podczas prysznica. Trzeba więc wezwać elektryków. I pani pobiegła, a ja zostałam, przybiegła z elektrykami. Jakie oni mieli miny jak zobaczyli, jak wygląda szafa z bezpiecznikami głównymi…

Najważniejsze, że zaczęli robić i ja pomyślałam, że może skorzystam i zmieniliby również bezpiecznik, który się wyłącza kiedy biorę prysznic. Więc wytłumaczyłam pani z agencji o co chodzi i panowie zajęli się również tym. I nie zapłaciłam ani kürüşa, bo wszystko pokryto z mojego czynszu, który płacę sumiennie co miesiąc. Bombastycznie!

Mój szef oczywiście nawet nie odczytał wiadomości, więc dopiero jak się pojawiłam, wszyscy wypytali czemu mnie nie było. I znów łamigłówki językowe jak to opowiedzieć co się stało i co ja zrobiłam. Ale jestem z siebie dumna, wszystko załatwiłam sama i wybrnęłam z tego tak jak powinnam. Gdybym poszła prosto do elektryków to zapłaciłabym z własnej kieszeni i nie dogadałabym się z nimi być może.

A na weekend z dziewczynami planujemy oblężenie Değirmendere i mieszkania G. Ja jadę dziś wieczorem, a dziewczyny przyjeżdżają jutro około południa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s