Fasulye, taze fasulye albo chociaż nohut

Ja w ogóle nie wiem od czego zacząć ten wpis, bo o tym nie chce się myśleć, pisać, czytać, a Ci którzy lubią fasolkę po bretońsku niech nawet nie otwierają tego posta.

To zacznijmy powoli. Turcja to „kraj o jedzeniu i piciu” – ktoś kiedyś powiedział, może to nawet byłam ja w poprzednim poście. Ileż to razy słyszałam, jaka turecka kuchnia jest bogata w smaki i składniki. Przyjechałam zachwyciłam się wszystkim: tu kebab, tam kofte, jeszcze gdzie indziej mercimek. A desery? desery pyszne, słodkie, sycące… „niebo w gębie”, baklava, mleczne słodkości. Lunch w pracy: mercimek, kurczaczek, ryż, warzywa, baklawa albo ezogelin zupa, nadziewana cukinia, yogurt i owoc – coś wspaniałego. Wtedy po jakimś czasie moje kubki smakowe zaczęły zauważać pewne prawidłowości. Cóż takiego się stało?

Po kolejnym lunchu ktoś próbował mi wytłumaczyć różnicę pomiędzy kebabem X a Y, a ktoś inny zaczął pytać dlaczego nie jem samego makaronu do zupy z chlebem i kofte z ziemniakami pure… Różnorodność i bogactwo tureckiej kuchni skurczyło się do pojęcia zupy w postaci gęstego kremu o różnych kolorach, cieciorki, pomidorów, bakłażana w oliwie i jakiejś habaniny (=mięcha) koniecznie z ryżem, makaronem albo ziemniakami i jogurtem oraz do deseru, który dosłownie pływa w słodkim syropie cukrowym. Oprócz tego doszedł problem fasulye, taze fasulye i nohut

I myślę, że to nas przerosło. Kilka faktów o tych „przysmakach”.

Tak mniej więcej wygląda fasulye z ryżem. Z zasady ma to przypominać naszą fasolkę po bretońsku, ale nie wiem dlaczego nie przypomina, a nawet obrzydza. W Anglii nazywa się to baked beans i można jeść ze wszystkim i o każdej porze dnia. Najprostsza wersja nie zawiera mięsa, a jedynie fasolę i sos pomidorowy, jest mdło-słona i u mnie powoduje ślinotok, a dziewczyny na sam ten wyraz rzucają się do bicia, tego kto wypowiedział.

Najlepszą jednak historię opowiedział nas G. Fasulye było i jest najtańszym daniem jakie można zaserwować, więc z dziką lubuścią serwują je wszelkie kateringi jako lunch w zakładach pracy. Ponieważ status społeczny wzrósł, ale fasoli nadal hoduje się dużo, więc zdecydowano się wyznać jeden dzień w tygodniu kiedy będzie podana fasulye z ryżem. I np u niego jest to poniedziałek. W poniedziałek przypada też dzień, kiedy wszystko na statku się sprawdza i testuje, ostukuje, opukuje i ewentualnie naprawia jakieś uszkodzenia. Wszyscy wiemy jakie właściwości ma fasolka po bretońsku… to teraz sobie wyobraźmy 300 chłopa na statku z tymi „właściwościami”… Po takim poniedziałku jest pewność, że statek działa i załoga DZIAŁA!

Taze_fasulyeCzas na taze fasulye. A to z kolei nic innego jak fasolka szparagowa w sosie pomidorowo-oliwnym (w zależności od kucharza może być od bardzo oliwnego do mniej oliwnego). Fasolka może być serwowana ze wszystkim, również z ryżem, a nawet w samym sosie mogą zdarzyć się różne inne składniki, jak trochę mięsa, bakłażan albo ziemniaki, które udają frytki. U mnie powoduje to notoryczną zgagę, u AS wściekłość jakoże to w Belgii wymyślono frytki, nawet mają święto frytkowe, a u E… nie pytajcie co powoduje, bo ja się boę zapytać wymieniając tę nazwę.

A G powiedział mi, że o ile Kuru fasulye on też nie lubi, tak taze fasulye to raz na jakiś czas mogłabym ugotować… po moim trupie!!! I obiecuję, że nikt tego nie ugotuje w mojej kuchni, bo wywalę za okno razem z talerzem.

I czas na mojego ulubieńca czyli nohut. To nic innego jak ciecierzyca, z którą ja osobiście się nie spotkałam w polskiej kuchni i powiem, że nie czuję się przez to źle, a nawet całkiem dobrze. Tutaj nohut bije rekordy popularności, razem z ryżem i sosem pomidorowych stanowi prawdopodobnie podstawę codziennej diety… ku naszej rozpaczy. Nohut jest jeszcze bardziej mdły i u mnie powoduje całodniowe zgagi. Na szczęście tu też zyskałam poparcie G i mogę ten przepis odpuścić.

Biorąc pod uwagę fakt, że te trzy potrawy występują w różnych kombinacjach albo zupełnie samodzielnie, to ambitnemu kucharzowi wystarczy pomysłów na każdy dzień tygodnia, pytanie tylko ile my wytrzymamy… U AS w zasadzie nic innego nie występuje, a sos pomidorowy i jogurt wydaje się być serwowany nawet z deserami. E natomiast ma niespodzianki, bo u niej w pracy są dwie Able, które codziennie gotują. U mnie na szczęście jest menu miesięczne i można się przygotować do „dat krytycznych”.

Wyobraźcie sobie nasze miny, kiedy w restauracji zauważyłyśmy jak kelner przynosi do sąsiedniego stolika ryż i… nohut w sosie pomidorowym… Jak można za to jeszcze płacić?

P.S. Wiem, że blog czytają też osoby mieszkające w Turcji ze swoimi tureckimi rodzinami… Proszę się na mnie nie obrażać, ten post to opinia naszych trzech żołądków, które zaczynają wyrzucać w powietrze poważne „treści” na sam zapach wspomnianych powyżej potraw. Dochodzi jeszcze kwestia tego, że poruszam kwestię lunchów pracowniczych, które oczywiście jakością odbiegają od restauracyjnych. Nie przestanę jednak uważać, że to profanacją jedzenia i prawdziwy zamach na dobre imię Turcji w świecie.

Reklamy

6 thoughts on “Fasulye, taze fasulye albo chociaż nohut

  1. nie dosyc ze w poniedzialek mialam fasulye na lunch, dzis taze fasulye to jeszcze dla relaxu po lunchu chciałam przeczytać mily, ciekawy post a tu ZNOWU fasuuuuuuulia!!!!!!
    Iza litości nıe masz!!!! A odnosnıe fasolki po bretońsku ostrzeglam juz swoja mame ze nawet ma nie myslec o tym daniu po moım powrocıe do polski – wiecej juz tego nie zniose.
    Puki co glowa do gory jeszcze tylko 3,5 miesiąca i bede miala pyszne polskie SCHABOWE 😀

  2. offff yaaaaaaaaa…
    we wtorek było fasulye, więc dziś niech będzie taze fasulye…
    i jeszcze nas okłamali w menu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s