Apel do lokalsów

Pewnego dnia kiedy przeszukiwałam internet, natknęłam się na ciekawy blog. Blog jest o tyle ciekawy, że niektóre wpisy pokazują życie w Turcji, głównie w Stambule, od tej mniej rozentuzjazmowanej strony, ukazując różnice pomiędzy kulturami.

Mi najbardziej przypadł do gustu Otwarty list do Turków mających kontakt z cudzoziemcami (Open Letter To Turks Dealing With Foreigners). Wpis jest po angielsku, dlatego pozwolę sobie przetłumaczyć ciekawsze wnioski i sentencje.

„Wyglądamy śmiesznie. Mówimy śmiesznie. Nie rozumiemy Waszej wspaniałej kultury i nie myślimy, że tureckie jedzenie jest najlepsze na świecie. Ale czasem musicie nas znosić, więc o to kilka przydatnych rad, aby uczynić te zwariowane relacja łatwiejszymi do przeżycia.

1) Po pierwsze i najważniejsze, wszyscy cudzoziemcy nie są tacy sami. Na świecie poza Turcją jest 193 państwa i wszystkie są inne. I nie mam na myśli stereotypów (…) Mam na myśli rozpoczynanie wypowiedzi od „cudzoziemcy są X” albo „cudzoziemcy robią X” albo „cudzoziemcy myślą X”. (…)  Jest 193 różnych państw oprócz Turcji, a nie jedno wielkie, które nie jest Turcją.

Mnie najbardziej denerwuje „Cudzoziemcy jedzą wieprzowinę”. Tak to prawda, ale pytanie nas o każdy produkt, który przywozimy z naszych krajów (o niektóre nawet kilka razy), czy aby na pewno nie zawieraja „wieprzowiny” w żadnej postaci, nawet jeżeli dotyczy to czekolady – potrafi doprowadzić do pasji. Każdy z nas jest tu już jakiś czas i kiedy wybieramy się do „domu” na krótki pobyt, pytanie jest jedno: co przywieziemy? A kiedy przywozimy są te same dziwne spojrzenia, bo przecież „Cudzoziemcy dodają świni do wszystkiego”. Tak, mamy je sproszkowane i lody też posypujemy.

Zaraz zostanę zaatakowana przez osoby, które mieszkają w Polsce i jedzą tylko halal, bo tak trudno znaleźć żywność halal w Polsce. Tak, zgodzę się z tym, bo przecież wystarczy wyprodukować żelatynę wieprzową i dodać do żelek. Ale z drugiej strony zakładam, że osoby, które choć raz zetknęły się z kulturą islamu wiedzą, że wieprzowina jest haram. I skoro wiemy to raz, to wiemy to też drugi i trzeci raz robiąc zakupy w naszych krajach. I naprawdę naszych celem nie jest zapędzenie wszystkich muzułmanów do piekła poprzez podanie wieprzowiny.

2) To będzie trochę jak wskazówka #1: (…) nie bądź więc zdziwiony, jeżeli kolejni cudzoziemcy, których spotkasz będą się od siebie różnić.

3) Kiedy cudzoziemiec wchodzi do Waszego sklepu, nie podążajcie za nim 6 cm (czy cali), zbierając przypadkowe przedmioty z półek uśmiechając się w nadziei, że coś kupi. I kiedy cudzoziemiec prosi, abyście zostawili ich w spokoju, po prostu zostawcie w spokoju. Kiedy cudzoziemiec potrzebuje pomocy, poprosi o nią.

To potrafi wyprowadzić mnie ze sklepu w trybie natychmiastowym. Doświadczyłam takiej sytuacji. Kiedy weszłam do sklepu kupić spinkę do włosów, wytłumaczyłam o jaką mi chodzi i zostałam oprowadzona po cały sklepie z kąta w kąt i co chwila moim oczom ukazywał się inny przedmiot, który spinką nie był.

Kolejny problem przy zakupach występuje na bazarze. Ilości poniżej 1 kg nie występują. Więc zawsze toczę wojnę o 3 (=słownie TRZY) pomidory, 5 ogórków, a nie jak sugeruje mi pan straganiarz kilo albo najlepiej 2. Jeżeli sytuacja zaczyna przypominać rzucanie grochem o ścianę, zmieniam stragan. Ja to rozumiem, że tu ludzie robią zakupy dla 5-10 osobowych rodzin i pojęcie 1 pomidora na śniadanie nie istnieje, ale czuję że nikt nie rozumie mnie, bo ja nie potrzebuję aż tyle, bo się zepsuje.

4) Wiem, że turecki jest pięknym i skomplikowanych i wspaniałym językiem, którym potrafią się posługiwać poprawnie jedynie Turcy, ale nie piszczcie z zachwytu kiedy cudzoziemiec próbuje coś powiedzieć po turecku. Nie mówcie w zachwycie: Ohhhh Ty mówisz po turecku! Powiedz coś po turecku! To takie słodkie! Nie jesteśmy tresowanymi małpami.

Przytoczę pewną historię, która mnie spotkała. Moja znajoma zaprosiła nas na zaręczyny, które odbędą się w Izmirze. W międzyczasie wymyśliła wspaniały pomysł na prezent dla swojego przyszłego narzeczonego… Napisała maila do swoich znajomych (być może i jego) z tekstem po turecku, który mieliśmy nagrać i wysłać jej, a ona chciała z tego zlepić film i puścić podczas przyjęcia… Ja nie wiem w ogóle jak to skomentować. Do tego jeden z moich tureckich znajomych również zaproszonych i poproszonych o nagranie, zaczął mnie przekonywać, że to naprawdę słodki pomysł. Zapytałam go tylko, czy jako narzeczony cieszyłby się z takiego prezentu?

Dokładnie tak się poczułam jak tresowana małpa.

5) Pozwólcie udzielić sobie ogólnej rady, która nie tyczy się tylko cudzoziemców. W Waszych samochodach znajduje się taki drążek (autor pisze o prawej stronie kierownicy, ale wydaje mi się, że u nas znajduje się po lewej)? I kiedy go odchylicie do góry lub na dół miga światełko i czasem nawet wydobywa się dźwięk tykania. Ten drążek jest tam z jakiegoś powodu. Jest tam po to, aby dać znak innym uczestnikom ruchu, że skręcacie. (…)

To jeszcze mnie jakoś szczególnie nie zdenerwowało, bo jak dotąd jestem tu wożona, więc aby do celu. Faktem jest natomiast, że ruch uliczny w Turcji to prawo silniejszego i większego. Ale to temat na osobny post.

6) Proszę, proszę, proszę przestańcie zeskakiwać z krzesła w swojej pracy/sklepie/stoisku, kiedy tylko cudzoziemiec przechodzi obok, krzycząc: ‚Yes, please!’ (Tak, proszę!) To nie ma sensu. To wręcz odstrasza. To najlepszy sposób, aby wystraszyć cudzoziemca ze sklepu, restauracji.

Przez pierwszy miesiąc to śmieszy, potem człowiek obojętnieje, a potem dostaje mdłości jak to słyszy. Bazary są w tej kwestii najlepsze, to wygląda tak jakby, ludzie nie widzieli tylko słyszeli i znajdowali towar nasłuchując skąd woła straganiarz. Jeżeli tylko napotkamy wzrok straganiarza, on natychmiast krzyknie: Buyrum Abla! (Proszę, siostro!) To wygląda tak jakby Ci ludzie wierzyli, że ja już na pewno coś kupię u nich, albo wejdę do sklepu, kiedy oni krzykną do mnie. A jeżeli w to nie wierzą, to po co się drą?

Najgłośniej jednak śmiejemy się, kiedy nagle słychać za nami: Welcome! bo to takie europejskie, a kiedy chcemy o coś zapytać po angielsku, to oczy się powiększają i dolna szczęka opada coraz niżej, bo o to Pan Welcome się zbłaźnił. Muszę jednak przyznać, że sytuacja w galeriach handlowych wygląda zupełnie inaczej i nikt nie krzyczy.

7) Wiecie jak nie lubicie, kiedy zupełnie obca osoba pyta Was o naprawdę intymne/personalne rzeczy, np. wysokość czynszu, zarobki, albo dlaczego nie masz dzieci? Więc cudzoziemcy też tego nie lubią.

Coś w tym jest, już kilka razy spotkało mnie pytanie o zarobki. Oczywiście delikatnie je zbyłam odpowiadając, że za mało.

8) Chichotanie ze znajomymi i mówienie na głos: ‚How are you I’m fine thanks’ albo ‚I love you’ po angielsku albo w innym obcym języku to nie jest dobry sposób na zwrócenie uwagi cudzoziemca przeciwnej płci.

Scyzoryk mi się w kieszeni otwiera jak to słyszę po raz n-ty. I nie spotkało mnie to w żadnym innym państwie. Już nie będę wspominać o tym, że nieraz osoba, która szła przed nami po prostu odwracała się i robiła bezczelną obcinkę, kto to mówi po angielsku albo po rosyjsku (bo przecież w Polsce mówi się po rosyjsku). Ja rozumiem, że to tylko wyjątki, ale czy ja muszę spotykać same wyjątki, i ileż może być wyjątków w jednym państwie.

9) Nie mogę przenieść tego na wszystkich cudzoziemców, ale wiem, że dla wielu to prawda: Przestańcie dotykać nasze dzieci! Zabierzcie swoje ręce z ich ust! (…)

Nie mam jeszcze dzieci, ale też by mnie to denerwowało i widziałam ten proceder nieraz. Szłam kiedyś z 19-letnią przyszłą nauczycielką angielskiego (AIESECerką) kiedy ona nagle złapała za policzek zupełnie obcą dziewczynkę na ulicy, którą właśnie mijała. Zapytałam ją dlaczego to zrobiła? A ona odpowiedziała, że dziewczynka była taka słodka. Zgadza się, ale nie trzeba ich łapać za policzki na środku ulicy. Widziałam kilka słodkich dzieci, ale uśmiech w ich stronę, ewentualnie w stronę mamy w zupełności wystarczy.

Często widzę też branie na kolana zupełnie obcych dzieci, przez obcych starszych panów o wątpliwym zapachu, czyli mieszanka, która ani dla dziecka nie jest przyjemna, ani potrzebna, a matka z uśmiechem na to pozwala. Do tego dochodzi podawanie jedzenia… To też jest temat na osobny post: karmienie/usypianie ogólnie opieka nad dziećmi w Turcji.

10) Ostatnie, większość cudzoziemców nie nienawidzi Turcji, Turków i jeszcze więcej ludzi nie ma nic przeciwko Muzułmanom. (…).”

W tej kwestii można mieć mieszane odczucia, zwłaszcza jeżeli chodzi o Muzułmanów. Być może Ci którzy tu przyjeżdżają rzeczywiście nie mają nic przeciwko, ale wydarzenia na świecie wyraźnie wskazują podziały i opinie.

___________________________________________________________________________

Ja wiem, że ten wpis autora może miejscami jest obraźliwy, może pisany pod wpływem złych emocji, ale uwierzcie mi jest w nim wiele prawdy. Może to są te różnice kulturowe, może różnice w postrzeganiu, ale coś w tym naprawdę jest.

Przyjeżdżamy tu z różnych kultur i różnych stron świata, na początku zachwycamy się wszystkim, bo oni tak śmiesznie wołają: Buyrum Alba!, bo uczymy się nowych słówek i sami je powtarzamy milion razy jak tresowane małpki. Potem przychodzi moment dostosowania i zobojętnienia i już nie wiemy co było różnicą, a co podobieństwem, bo różnice stały się mniej widoczne. A potem przychodzi moment jakiegoś buntu. I ja właśnie jestem na tym etapie…

Reklamy

5 thoughts on “Apel do lokalsów

  1. No moment buntu znam także z własnego życia. Wtedy wiele rzeczy wkurza. Ale i ten etap mija i czlowiek sie po prostu przyzwyczaja. Pewne rzeczy wciaz namietnie probuje zmienic (np. plotkowanie z ktorym ja osobiscie walcze, i rzucanie papierkow gdzie popadnie). A pewne rzeczy pozostana dla nas „kolorytem lokalnym” i tym, co sprawia, ze Turcja jest Turcja.

      • Tak, proszę, napisz o tym! …bo ja tego nie ogarniam (jak również tłumaczenia na pytanie: „Dlaczego rzucasz na ziemię?”, „Bo jestem z Turcji”).
        Czy np.: dlaczego tam nie funkcjonują kontenery na śmieci, tylko śmieci porzucane są przed frontowym wejściem do bloku (i nigdy nie są zebrane do końca; zawsze zostaną jakieś obierki, skrawki, pestki, zasmarkane chusteczki… – coś okropnego!). Na klatce schodowej natomiast – ku mojemu zdziwieniu – światło zapala się na fotokomórkę, a buty zostawiane są na zewnątrz, aby nie brudzić w mieszkaniu – co za paradoks…

  2. Z ta sproszkowana zelatyna ze świni to bardzo dobry pomysł. Chyba sie zaopatrze na wyjazd do Turcji. Z chęcią bym ja dosypal niektórym osobom.
    Za dotykanie dzieci przez obcych chyba będę albo mogę mieć problemy. Jak kobieta to zrobi to jeszcze scierpie a jak facet to moze dojść do rekoczynow z mojej strony i rzucania lacina po polsku, turecku i angielsku.
    Jest wiele prawdy w tym co napisałas.

    • Andrzej już masz kogoś kogo chcesz zapędzić w ogień piekielny żelatyną wieprzową? 😀
      To tylko połowa tego co się we mnie kotłuje gdzieś we mnie, może to normalne po 10 miesiącach…
      Pozdrawiam z piętra nad piekłem… jest tak gorąco, a ponoć ma być jeszcze lepiej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s