Do trzech razy sztuka

Trzy zaskakujące sytuacje w ciągu jednego dnia… czy to nie za dużo szczęścia?

1.

Jeżeli nie jadę do pracy serwisem, to muszę pojechać metrem do ostatniej stacji i minibusikiem o magicznej nazwie Gürsu 1 aż do magicznego miejsca zwanego Sanayi Içi. Tak też było i w ten poniedziałek, wróciłam do Bursy około 10 i około 11 byłam już w metrze, a potem w busiku.

W tymże busiku panował niewyobrażalny upał. Okna pootwierane, a i tak powietrze iście pustynne. Siedziałam na miejscu od korytarza, obok chłopaka, który rozmawiał przez telefon, a obok niego było całkiem otwarte okno. Za nami siedziała turecka rodzinka, pani zasłonięta, mąż obok i ok 5-letnie dziecko na rękach pani, która siedziała od okna.

Nagle poczułam 3 palce wbijające się w moje lewe ramię i szamotanie. Odwróciłam się a pani wykrzyczała na mnie, żebym zamknęła to okno AllahAllah bo ona ma tu dziecko, gdzież żeby tak wiało, bo ono się przeziębi! Popatrzyłam się jak wół na malowane wrota i nie wiedziałam, dlaczego ja? i że co? a najgorsze jak? Chłopak obok mnie przymknął okno.

A ja czułam, że temperatura mojego ciała osiąga moment w którym ścina się białko i nie mogłam wyjść z podziwu jak można przeziębić dziecko w piekarniku z termoobiegiem, w którym wszyscy się znajdowaliśmy. Ale uwierzcie mi jest na to sposób i tutaj da się to zrobić. Obiecuję wpis o lecie, klimie, teorii zatrzymania potu i owianej szyi pod chustką.

2.

Wracam do tematu mieszkania… z uśmiechem kpiny na ustach. O to znalazłyśmy istny ideał, mieszkanie umeblowane w pełni, 5 min od metra, 3+1, 2 łazienki, 3 balkony, 10 sof w środku (nikt nie wiem po co tyle), kombi i za 600 TL. Pojechałyśmy obejrzeć, już prawie wszystko ustaliliśmy z młodym chłopakiem, kiedy on zadzwonił po rodziców, którzy mieli ostateczną decyzję, a raczej wpływ na naszą decyzję.

Starsi państwo przyjechali w try miga i już nas gościli w salonie, witając się z nami… O to pani niespodziewanie wyciągnęła do każdej z nas dłoń, niczym śnięta ryba podstawiając ja nam pod usta. Co do diabła? Ano konserwą zapachniało i to nawet nie anchovais. Biedne dziewczyn, milion myśli przeskoczył im po głowie, a we mnie się zagotowało, bo nawet moja potencjalna teściowa, choć zakryta to większy postęp reprezentuje i takich zabobonów nie wymaga, a G robi to z wielkiej miłości jaką ją darzy.

Okazało się, że konserwa nie skończyła się na tym, bo o to po powitaniu, usiedliśmy na kanapach, a „pani matka” strzelała do nas pytaniami. Po pierwsze primo i najważniejsze czy nam się podoba. I tyle normalnych pytań.

Po drugie primo, czy mamy chłopaków… Dziewczyny powiedziały, że nie, a ja popatrzyłam na nią na syna i zgłupiałam. On powiedział, że przecież mam pierścionek zaręczynowy, więc mam narzeczonego. Pani matka zbladła i zrobiła oczy, a potem cmoknęła na znak absolutnego sprzeciwu, podczas gdy syn z ojcem zaczęli negocjować. Okazało się, że mój narzeczony może przychodzić, byle nie za często… Hola hola! może sama będę o tym decydować! Argument był taki, że wokół mieszka dużo rodzin i oni będą plotkować. A mnie co to obchodzi ?!?!?!

Po trzecie primo, jakie skończyłyśmy studia… Nosz, zaraz wyjdę z siebie… Czy aby inżynierskie? To wyglądało tak jakby tylko ten rodzaj znali, bo co to właściwie zmienia?

Powiedziałam dziewczynom, że w taki układ nie wchodzę, że pani matka teraz mi się zgodzi na wpuszczanie G do mieszkania, a potem to już tylko na buzi w progu i że mogą wziąć inną trzecią. Ale im też nie bardzo pasował zakaz sprowadzania kogokolwiek do mieszkania.

O internet pytałam się 3 razy i dwa pierwsze razy był i nawet skrzynka Uydunet była, a za 3. pytaniem okazało się, że nie ma i że w ogóle nie ma internetu… Offf Yaaa! I po co znać języki skoro z głupim przyszło rozmawiać i on nawet jednego swojego nie rozumie?

Koniec końców mieszkanie jest do wzięcia, ale nie dla nas.

3.

Trzecia sytuacja to wynik tych dwóch poprzednich. Rano dostałam paczkę z Polski, z butami na wesele, spódnicą, spodniami i lekami, kawał paczki był. I przez głowę mi przeszło nawet, że może ją zostawić w pracy i zabrać kolejnego dnia, bo to mieszkanie mamy oglądać i w ogóle. Ale nie zostawiłam jej w pracy… zostawiłam ją w sklepie… przez przypadek.

Po oglądaniu mieszkania w drodze do domu, poszłyśmy do Carrefoura zrobić zakupy. I położyłam paczkę pod spodem koszyka, mówiąc żebyśmy jej nie zapomniały. Paczka w niecałe 15 miut została w koszyku, a my poszłyśmy dalej. W domu ocknęłam się: Gdzie moja paczka? I pobiegłam na dół do Carrefoura.

Złapałam pierwszą wolną pracowniczkę sklepu i mój turecki popłynął z prędkością światła, a ona wszystko zrozumiała, że paczka, że czerwony wózek, że pół godziny wcześniej, że zapomniałam. Poszłyśmy z ochroniarzem na zaplecze i ku mojemu zdziwieniu on zaczął przeglądać kamery przemysłowe. Niesłychane! I jeszcze pogonił dziewczynę, żeby podała przez głośniki informację.

W czasie kiedy my szukaliśmy mnie i E na nagraniu, dziewczyna przyniosła paczkę! Ta? Taaa !!! Przywróciła mi wiarę w ludzi.

Reklamy

One thought on “Do trzech razy sztuka

  1. Haha moglam sie tego spodziewac po Turkach 😛 nie cierpie jak mi reke podstawiaja pod nos, moglas podstawic swoje mezczyznom ,ciekawe jak by ta kobitka zareagowala hehe
    A co do plotkowania to oni maja hopla na tym punkcie ale bana ne ?
    Moja kolezanka w Istanbule nie mogla przyjmowac zadnych mezczyzn, a nawet kiedy ja u niej nocowalam robilam wszystko zeby mnie sasiedzi nie widzieli. Tymbardziej sie dziwie bo to jest Twoj narzeczony, a z tego co widzialam czasami nawet w hotelach pozwalaja spac razem narzeczonym. Udanego szukania !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s