Weekend pomyłek

To był piękny weekend. To był weekend podczas którego wiele razy powtórzyliśmy „We should have” – Powinniśmy byli. To był weekend podczas którego wiele się nauczyliśmy o sobie i swoich znajomych.

Piątek 12. w południe upał jak nigdy, a my jedziemy na terminal. G jedzie prosto ze służby z Degirmendere, gdzie o mało nie spóźnił się na autobus do Bursy. A ja jadę autobusem miejskim i pomimo tego, że dopiero wzięłam prysznic już jestem cała upocona. Jeszcze tylko miła sytuacja w sklepiku na rogu, kiedy kupowałam wodę. Starszy pan zapytał

  • Sen neredesin kiz? – A skąd Ty jesteś dziewczyno?
  • Z Polski
  • A ja z Bułgarii…

Zdążyliśmy zjeść obiadek… w McDonald’sie, na szczęście oboje czasem lubimy kalorie. Z G jechał kolega z akademii, który w Izmirze miał przesiąść się do kolejnego autobusu, aby spotkać się z żoną i dzieckiem, bo byli na wakacjach gdzieś na południu.

w Paryżu są Elizejskie Pola, a to jest Elizowe pole słoneczników gdzieś po drodze przy Gorukle

Przed nami trasa 5 godzin autokarem (nie powiem bardzo komfortowym) i po spaniu, jedzeniu, oglądaniu tv i filmów wpadliśmy na pomysł, że powinniśmy wynająć samochód już w Golcuk i pojechać samochodem, ale skoro tego nie zrobiliśmy to zrobimy to teraz. Ale o 7.30 wieczorem wybór jest niewielki. Na szczęście G ma mnóstwo kolegów, którzy mają kolegów, którzy mają kolegów. I kolega G – Adem ma kolegę, który ma kolegę, który ma wypożyczalnie samochodów i został mu Fiat Albea. Więc musimy go odebrać z innej części miasta.

Ceremonia zaręczyn, na którą przyjechaliśmy zaczynała się o 20.00. Hmmm! nie mieliśmy szansy zdążyć. Upoceni, umęczeni, taksówkami, bagażami i łażeniem znaleźliśmy wypożyczalnię. Okazało się, że musimy zapłacić za 3 dni, a nie za dwa, bo w niedzielę kolega kolegi kolegi nie pracuje. Okazało się też, że musimy zapłacić z góry! i nie mamy takiej gotówki przy sobie. A na koniec okazało się, że bak samochodu jest prawie że wyssany z benzyny. Co zupełnie nas oburzyło, bo zawsze wypożycza się pełne baki, wtedy jest pewność, że płaci się tylko za tę benzynę, którą się zużyło. Nispodzianka, tu jest inaczej!!!

Jedziemy samochodzikiem zatankowanym na miejsce imprezy, a mi już od autobusu chce się siusiu (bo przecież zawsze coś, jak już nawet nic, to zawsze coś), a tu piątek, więc korki. Dojechaliśmy, z trudami trafiliśmy na miejsce. Do tego udało nam się nawet poprosić obsługę o specjalny pokój gdzie możemy się przebrać i przygotować. Gotowi udaliśmy się na ceremonię. I się zaczęło.

to był pierwszy taniec narzeczonych, i jak policzyliśmy z G to był też pierwszy taniec mój i G, taki poważny, bo dyskotek w Salford nie liczę

a teraz oficjalna część

Tak do końca to nie wiem, jak to wszystko się powinno odbywać, bo się zagadaliśmy. Ale generalnie najpierw są takie mniej oficjalne zaręczyny, czyli jego rodzice jadą do jej rodziców i proszę o jej rękę. A jej rodzice odpowiadają, że skoro taka jest wola, to oni sprzeciwiać się nie będą (z reguły!). Ona parzy kawę dla wszystkich, a dla niego z solą, i on musi tę kawę wypić bez skrzywienia, co znaczy, że zniesie dla niej wszystko. I jeżeli pierścionek zaręczynowy nie został odesłany po takiej wizycie, to znaczy, że zaręczyny przyjęte.

Te zaręczyny to już był kolejny etap, czyli majątki policzone, chłop podsumowany, wielbłądy na koncie rodziny panny na wydaniu, więc teraz można o tym mówić oficjalnie.

narzeczeni zakładają sobie obrączki związane ze sobą czerwoną wstążeczką, a potem ktoś te wstążeczki rozcina... co mi osobiście przypomina... rozwód, ale może jestem staroświecka, co ciekawe oboje noszą obrączki te same, które będą zakładać na ślubie, ale na ślubie przełożą je z prawej dłoni na lewą dłoń, czyli GPS dla każdego, a nie tylko u niej na dłoni

był tort... prawdziwy! a jakże? jak się chcę to można, a nie plastikowe pudła

G, Pieter i Emrah - party animals z Salford

a to my, a ja w mojej tureckiej sukience i polskich butach, które były w pamiętnej paczce z Polski

ta para tańczy bardzo tradycyjny taniec z Izmiru, poniżej umieściłam film, który pokazuje, jak to wygląda

a ta "para" tańczy bardzo tradycyjny taniec z Salford z piwem... to wydarzenie jest czymś nie do zaakceptowania w niektórych środowiskach w Turcji, powiedzmy w większości środowisk, ale nie w Izmirze i nie na zaręczynach Duru, a wszyscy traktowali tych dwóch jak bardzo orientalne dodatki do ceremonii

G, Duru, Yigit, ja

Pobawiliśmy się przyjemnie i spokojnie, a potem udaliśmy się do Foca gdzie mieszka Adem przyjaciel G. Poszliśmy jeszcze do klubu rockowego, gdzie nastoletnie dziewczyny w shortach i bluzkach do pępka tańczyły pogo… Olaboga!!! Ta Foca to jakieś ognisko dekadencji! A w sklepiku gdzie wstąpiliśmy po piwo, spotkaliśmy Brytyjczyka, który przyszedł po tabletki przeciwbólowe i było mu łatwiej się porozumieć ze sprzedawcą niż mi w Bursie.

Kolejny dzień po niezwykle upalnej nocy był nie mniej upalny. Na szczęście klima w samochodzie znacznie ułatwiła funkcjonowanie. Adem zabrał nas na śniadanie w przeurocze miejsce gdzie wszyscy go znają. I rokoszowaliśmy się smakołykami mając przed sobą piękne widoki.

śniadaniownia

3 rodzaje sera, miód z masłem, pomidory i ogórki, oliwki, oliwa, dwie przyprawy w których macza się chleb, ostra papryka, 3 rodzaje pekmezu, omlet

"Prosimy zachować wszelkie względy bezpieczeństwa na autostradzie", przecież gdyby ten samochód podskoczył na wyboju, to ja nawet nie chcę myśleć... ale pomyślałam

jadąc obwodnicą Izmiru

Poprzedniego wieczoru ustaliliśmy, że ponieważ nasi znajomi jadą z samego rana (jak to określili) do Cesme, bo tam zamierzali spędzić weekend, to my skoro mamy samochód to do nich dołączymy. I to była nasza kolejna pomyłka…

Nasi znajomi (państwo świeżo-narzeczeni, Francuzi – Giselle i jej chłopak Maxime, Holender – Pieter i Turek – Emrah) dojechali do hotelu (nie do Cesme) niedługo przed nami, a my byliśmy tam o 3.30 popołudniu. Kiedy my dotarliśmy na miejsce, spotkaliśmy się z nimi na hotelowym basenie, bo akurat jedli hotelowe hamburgery. I po półtorej godzinie czekania poszliśmy na plażę hotelową, która okazała się kompletnym niewypałem: brudna, kamienista i do tego o szerokości 1 metra, bo dalej był mur innej posesji.

Weszłam do kolan i wycofałam się, a część osób wpadła na pomysł, aby popłynąć na wyspę. G dołączył do mnie, bo dno było naprawdę niepewne i przypomniałam sobie, że po drodze mijaliśmy plażę gdzie było dość dużo osób, ale to dobra reklama. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na tę inną plażę. A tam… miękki piasek, długi spadek i ciepła czysta woda, a do tego spienione fale.

a to już w Cesme widok z hotelu położonego na wzgórzu, który wybrali nasi znajomi

plaża hotelowa, po lewej widać jeden leżak, żeby go minąć trzeba było wejść do wody

nasza druga plaża

i zachód słońca, miał być piękny, jest to co jest...

Umówiliśmy się, że przed zachodem słońca udajemy się w urocze miejsce na kolację i robimy śliczne foty przy okazji. Oczywiście w momencie kiedy ja chcę jechać wszyscy mają milion planów: odpocząć przed kolacją w hotelu, pojechać do Cesme, zostać tu, kąpać się w morzu. Offf yaaa! Uwielbiam to, jestem chyba jedną z niewielu osób, która tak nakreśla plany oraz to czego chce, a i tak znajdzie się kilka osób, które nie wiedząc czego chcą zepsują mój plan. Skończyło się na kąpieli w morzu, dzięki czemu nie zdąrzyliśmy na zachód słońca.

My pojechaliśmy z Ademem do Cesme, a reszta do hotelu, na kolację za którą w końcu już zapłacili. Mieliśmy się spotkać w Cesme, bo młodzi szykowali się na imprezę do klubu. I tak my zjedliśmy kolację, lody i czekaliśmy na nich w Cesme, a oni pousypiali i obudzili się o 2 w nocy. Po kilku nieodebranych telefonach wróciliśmy do domu, a po drodzę wstąpiliśmy do Alacati na kawę, wino i mohito.

zachód słońca w Cesme

drzewko życzeń

port

Kolejnego dnia dowiedzieliśmy się, że nasi znajomi kiedy wstali pojechali do… Alacati, więc prawdopodobnie się minęliśmy… No cóż, nie dane było nam się spotkać. Zmęczeni i usypiający dotarliśmy do domu w Foca.

I całe szczęście, że zdąrzyliśmy wziąć prysznic, bo kolejnego dnia cały dzień nie było wody… żadnej ciepłej ani zimnej. Ale powoli, najpierw niezwykła historia…

Zaczynało świtać, kiedy usłyszałam, że G idzie do toalety. Przekręciłam się z boku na bok, a po chwili poczułam, że ktoś skacze delikatnie na łóżko. Pomyślałam, że zdurniał… romantyk 80-kilogramowy na łóżko skacze… niczym kot… Odwróciłam się… a to kot !!! Obok mnie i właśnie skacze nade mną na parapet okna, które było… zamknięte. W locie już zobaczył moją minę i kiedy wylądował wyglądaliśmy oboje tak samo idiotycznie. On bo się mnie nie spodziewał, a ja bo wiedziałam, że jak odkryje, że okno jest zamknięte, to po mnie… Kociak rzucił się na okno, a w zasadzie w okno i zaczął drapać jak szalony, a ja zerwałam się z łóżka i uciekłam do łazienki. Moja trudność polegała na tym, że byłam w dosłownym negliżu w obcym mi mieszkaniu i do tego nie wiedziałam, kto jest na nogach i gdzie. Zaraz za mną przybiegł G równie przerażony i zaczął ganiać kociaka po mieszkaniu !!! Wynik: kociak uciekł, podarł siatkę przeciwko insektom na oknie w salonie.

A na koniec G powiedział do mnie z wyrzutem: że przecież on poszedł tylko na chwilę do kuchni się napić, a ja już sobie kogoś do łóżka sprowadzam… Bardzo śmieszne!!! I jeszcze przyznał się, że w łazience otworzył okno i ten kociak to pewnie przez to okno wszedł.

No cóż niedzielę czas zacząć…

Jak już wspomniałam, niedziela rozpoczęła się bez prysznica, bo nie było wody… Fuj!!! wiem, ale co zrobić, życie!

Udaliśmy się więc na śniadanie na wybrzeże, żeby w spokoju napawać się ostatnimi godzinami naszych wakacji. Po śniadaniu jeszcze krótki spacer po miasteczku, a potem wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się na wycieczkę krajoznawczą w celu upolowania dla mnie pięknych widoków, w ramach rekompensaty za stracony zachód słońca.

woda w Cesme

i pomyśleć, że Adem mieszka tu już 6 lat...

te kolory, ten spokój

chłopaki siedzą w cieniu i dyskutują, naprawiają świat

ser mozarella w glinianym naczynku prosto z pieca

a to moje ulubione zestawy: miód i masełko i dżemik i serek

pierwszy raz widzę takiego stwora na ziemi

a to my

tureckie dywany mają zastosowanie wszędzie, od domów, przez pikniki, po łodzie rybackie

rybak naprawiający sieci

a to miejsce słynie na całą Turcję z podawanej kawy po turecku, której ja nie lubię, bo jest fusiasta, więc właściciel przygotował dla mnie cappuccino, a miejsce jest tak sławne, że nawet był o nim program w telewizji

filiżanki są ręcznie malowane

spacerkiem po Foca

nie ma to jak inwencja twórcza i kreatywność

widok na port

dom, w którym Adem wynajmuje mieszkanie na parterze

wejście

to nie był żaden z nich

górną część domu zamieszkuje babcia właścicielki

nasz samochodzik

ciekawy sposób klimatyzacji... widzicie tę stopę wystającą z drzwi po prawej?

wycieczka krajoznawcza w nieznane

plakat za szybą, mówi o tym, że w tej herbaciarni wystąpi zespół rockowy... a jeden z tych panów to na pewno tata jednego z chłopaków

perski grobowiec

i kolejne "względy bezpieczeństwa" - stara skoda: kierowca, pasażer, 4 pasażerów na tylnej kanapie i 2 w bagażniku

I tak też upłynął nam weekend w Izmirze. Gorąco, męczącą i nie do końca jak planowaliśmy, ale teraz już wiemy jak i co robić. Osobiście polecam Foce znacznie bardziej niż Cesme, spokojniej i przyjemniej, a Cesme dobre na 1-2 wypady na kolację czy do klubu na plaży.

Więcej zdjęć tutaj.

Reklamy

3 thoughts on “Weekend pomyłek

  1. Fajne zdjęcia, takie nieprzekombinowane (wiesz, o czym mówię;)). W czerwcu 2012 byłam na podobnym wypadzie weekendowym, spaliśmy w Alacati do Cesme pojechaliśmy tylko na kumru i rejs statkiem.
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s