Relaks w hamamie

Dzień zapowiadał się deszczowo i brzydko, więc postanowiłyśmy przełamać brzydką aurę i wybrałyśmy się do hamamu. Jednocześnie spełniłyśmy urodzinową obietnicę-prezent dla AS, czyli wejściówkę do ponoć najlepszego hamamu w mieście.

Przyznam się, że nie mogłam się już doczekać kolejnej wizyty po pierwszej rok temu. Rozmowy o hamamie trwały około pół roku, jeszcze za czasów Lery wybierałyśmy się do łaźni, ale zbytniego entuzjazmu nie widziałam, zwłaszcza ze względu na rozbierane sceny. „A potem przyszedł maj zrobiło się gorąco” – jak było w piosence. Lato to zupełnie nie czas na hamam, a już w szczególności lato w Turcji. I o to przyszedł pierwszy weekend nadający się na popołudnie w hamamie.

Zaczęłyśmy od przepysznego śniadania na Cekirge (szwedzki stół za 17,5 TL/osoba) w przegrzanym pomieszczeniu. Ja naprawdę nie rozumiem co jest takiego niedobrego w ustawieniu ogrzewania na „pół gwizdka”. Dlaczego zawsze musi być „na maksa” albo „na zero” i to samo w samochodach. W samochodach w zasadzie to zjawisko występuje najczęściej. Wsiadamy do dolmusza zalewa nas pot, bo w środku sauna, i kiedy poprosimy kierowce, aby zmniejszył ogrzewanie, po 5 minutach poczujemy dreszcze, bo klima została ustawiona na śnieżynkę. Brak balansu w życiu na każdym kroku.

Ubrane na cebulkę, bo już zimno upociłyśmy się już przy śniadaniu. Następnie trzeba dostać się do hamamu, a więc wyjść na zewnątrz, a potem znów hamam i znów na zewnątrz… I jak tu się nie przeziębić, jak tylko przyjdą pierwsze chłody? Nie wspomnę o tym, że widuje się coraz częściej przechodniów w czapkach wełnianych i kurtkach zimowych… przy 10-15 stopniach… Nie mam szans tego zrozumieć chodząc w balerinach do pierwszego śniegu i nie nosząc czapki od podstawówki.

Ale… ale my tu już w hamamie. W hamamie jest cieplutko i naparowane, więc wskoczyłyśmy w nasze bikini, i na salę. A tam gorący basen i ciepłe kamienne siedziska. Jakie to przyjemne! Nie wie, kto nie był! Basen i odpoczynek na siedzisku, basen i odpoczynek, potem na chwilę w ogóle na zewnątrz i znów do basenu i znów na siedzisko, hej! A potem pojedynczo na peeling i masaż CAŁEGO CIAŁA (to też bardzo wstrzymywało dziewczyny przed pójsciem do hamamu).

A byłyśmy w tym hamamie.

Po zakońćzonych zabiegach obie nie mogły wyjść z podziwu jaką mają miękką skórę. Hmmm… jak to się mówiło? A nie mówiłam? 

odpoczywając

bo hamam to zajęcie społeczne

społeczne... ale nie koedukacyjne

Nie obeszło się bez zadziwiających zjawisk… Jak to w Turcji, choć w sumie niewiele powinno nas dziwić. Tym razem był to najwyżej roczny chłopiec, który został przyniesiony do hamamu przez mamę w stelarzu od fotelika samochodowego… W sumie norma, dzieci też trzeba dobrze umyć, ale przecież nikt ich nie wygotowuje… Może się mylimy, ale momentami dla nas było tam za ciepło, a co dopiero dla malutkiego, delikatnego organizmu. Ale może się mylimy, bo mały najwyraźniej świetnie się bawił, w końcu facet, a tu tyle prawie nagich ciał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s