Wigilia Kurban Bayrami

Wigilia to za mocne słowo, ale w ten dzień Turcja stała się „jakaś bardziej turecka”. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie.

Na ten weekend nie zaplanowaliśmy nic ciekawego. Jedynie umówiliśmy się z Anso i jej przyjacielem na śniadanie w centrum, a potem razem z Anso kontynuowałyśmy dzień. A dzień obfitował w ciekawe obserwacje.

Jest dzień przed Kurban Bayrami – Świętem Poświęcenia. O tym święcie pisałam rok temu – Kurban Bayrami. W skrócie chodzi o poświęcenie zwierzęcia Bogu i tak też się dzieje. To przypomina trochę naszą Wigilię i karpie w wannach, bo te wszystkie kozy, owce trzymane sąna tarasach, balkonach czy w ogródkach. Tak jak tu:

To chyba koza, ale pewności nie mam, bo niestety nie udało mi się zrobić lepszego zdjęcia. Kiedy przechadzałyśmy się z Anso w pobliżu rzeki, usłyszałyśmy Meeeeee meeeeee meeee. Już chciałyśmy rzucić się na pomoc więzionej zwierzynie, ale przecież jutro cała rodzina i wszyscy znajomi będą przymierać głodem, bo w to święto chodzi o to, aby podzielić się tym co się ma.

Jeżeli nie możemy zabić zwierzęcia i podzielić się mięsem z potrzebującymi, to możemy przeznaczyć część swoich dochodów na cele charytatywne. A ostatnio jest też nowa moda, w supermarketach można kupić gotową paczkę za 20, 40, 60 TL, którą supermarket przekaże najbardziej potrzebującym.

Tego dnia na ulicach jest niewiarygodnie tłoczno, wszyscy gdzieś pędzą, wszyscy kupują nowe ubrania, bo święta. Może jeszcze do tej tłoczne atmosfery przyczyniał się dzień tygodnia – sobota. Udało nam się uciec w boczne uliczki centrum.

Zależało mi na tym, aby w końcu odwiedzić Irgandi Koprusu – Most Irgandi. Jeden z niewielu mostów zabudowanych sklepikami.

Święta to też najlepszy czas na spotkania z rodziną i najbliższymi… Taaak, najbliższymi… Przechadzając się zatem po bardziej ustronnych miejscach, z dala od ludzkich spojrzeń i oczu, możemy wypatrzeć takie o to widoki…

Niestety, młodzi ludzie nie mają możliwości spotkać się w domu i spędzić czas razem na kanapie, muszą więc „łapać wilka” wysiadując na kamiennych schodkach na chłodzie. Pamiętam czasu kiedy miało to swój urok, ale nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci włóczyły się po parkach i innych miejscach, żeby się do siebie przytulić raz na tydzień.

Na koniec tego fascynującego dnia udałyśmy się do jednego z „domów herbacianych”, na herbatkę i… tavlę. Komizm sytuacji polegał na tym, że najpierw nie widziałyśmy jak rozstawić pionki na szachownicy, a potem kiedy już rozbawiony kelner nam wszystko przygotował, nie wiedziałyśmy, który kolor jest czyj… Yabanci… Koniec końców Anso wygrała 3:0… Offf yaaa… Ale kiedy rozejrzałyśmy się po po sali, naszym oczom znów ukazał się pewien turecki fenomen. Spójrzcie tylko na zdjęcie poniżej… Co takiego rzuca się w oczy?

To zdjęcie aż krzyczy: It is a man’s world!!! Na sali 95 % stanowią mężczyźni… i gdzieś pośrodku my – dwie yabanci. Owszem jest też kilka dziewczyn, ale to zupełne przeciwieństwo naszych kultur. Trzeba brać poprawkę, na to że to Wigilia Kurban Bayrami, a więc większość kobiet po prostu ma co robić w domu, jak w każdej kulturze, jak w każde święta. Kiedy wyszłyśmy współczynnik męski wzrósł do 97 %…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s