Pan Sommelier

Jeżeli kuchnia turecka jest najlepsza na świecie to z całą pewnością mowa o śniadaniach z pięknym widokiem na morze i kolacjach z rybą jako dniem głównym i winem albo turecką wódką – rakı. To jest właśnie to czego każdy turysta powinien spróbować i doświadczyć. Jest tylko kilka „ale”.

Razem z moim G. postanowiliśmy spędzić miły dzień w Izmicie. Pogoda również nam dopisała, rześkie powietrze, ale bezchmurne i słoneczne niebo. Zaczęliśmy od mojego ulubionego śniadania nad brzegiem morza.

Śniadanie w Turcji jest czymś zupełnie niepowtarzalnym. Pewnie już o tym pisałam nie raz i wspomnę jeszcze nie jeden. Sobotnia pobudka około 10 i śniadanie, które trwa do 2 popołudniu, wyobrażacie to sobie w polskich warunkach? Po pierwsze gdzie? po drugie z kim? Po trzecie co można tyle jeść?

W Turcji są specjalne miejsca (restauracje, lokale), które serwują śniadania do późna (tzn. 3-5 popołudniu) albo nawet przez cały dzień. Na takie śniadania idzie się ze znajomymi, z rodziną, z kimkolwiek, ale nie samemu. I takie śniadanie trwa i trwa. Ja osobiście przepadam za miejscami ze szwedzkim stołem, gdzie płaci się „ryczałt” i wybiera się co się chce i ile się zje. Muszę przyznać, że te miejsca są o wiele lepiej zaopatrzone i różnorodność serwowanych produktów jest naprawdę duża. Mnie najbardziej cieszy pieczywo, bułeczki z ziarenkami, bez ziarenek, z oliwkami, bez oliwek. Takich produktów bardzo mi brakuje w piekarniach, gdzie jest głównie biała parówka zwana „ekmek” – chleb i „kepekli ekmeği” – czyli coś w stylu chleba z mąki pełnoziarnistej. Bardzo często menemen bądź omlet wliczony jest w cenę, a do tego cały czajnik herbaty. W takim miejscu można siedzieć i się zajadać, popijać herbatę, zajadać się znowu, to na słodko, to na słono, to na ciepło, to na zimno. Cena takiego śniadania może wynosić w zależności od miejsca ok. 15 – 20 TL za osobę.

Tak minęło nam przedpołudnie i wczesne popołudnie, potem poszliśmy na spacer i naszym oczom ukazał się taki o to widok.

W oknie, gdzie widać różową kartkę papieru, pojawiły się dwie dziewczyny, które zaczęły wykrzykiwać jakieś hasła, okazało się, że krzyczą coś w stylu: Precz z faszyzmem!

Na placu przez budynkiem zebrało się sporo gapiów, wezwano również straż pożarną, ambulans i policję, a wszystko trwało tyle ile w Turcji... myślę, że czekali aż zachrypną

Postaliśmy, pośmialiśmy się trochę i poszliśmy dalej. Jak to mówią… odsetek głupich jest stały w społeczeństwie…

Byliśmy też w kinie na „Dedemin insanlari” (tłum. Ludzie mojego dziadka).

http://rod.gs/_SVP/5.7.1896/player.swf?ver=1.3.2

Bardzo interesujący film, pokazujący wydarzenia związane z przesiedleniem Turków mieszkających w Grecji, a także późniejsze wydarzenia polityczne z okresu kolejnego przewrotu wojskowego w Turcji. Ale o tym w innymi poście.

A teraz potem poszliśmy na kolację…

Wybraliśmy restaurację, to była zdaje się Olta Balık w Izmicie, a wybieraliśmy na „chybił trafił”. Od progu przywitała nas bardzo miła obsługa. Wybraliśmy stolik w rogu, aby nikt nam nie przeszkadzał i żeby nikt nie wlepiał w nas ślepsk, bo mówimy po angielsku. Niestety okazało się, że G siedzi przy drzwiach, które prowadzą do magazynku i pomimo próśb i gróźb naszego kelnera, obsługa nie potrafiła ograniczyć wędrówki ludów i otwierania i zamykania drzwi… Zmiana stolika.

Coś co bardzo mi się podoba to wybieranie przystawek. Jeden kelner przynosi cała tacę pełną talerzyków z przystawkami, a tam: ryby, owoce morza, różne pikle, itd. itp. Podczas gdy ja wybieram dobry kelner opowiada i chwali moje wybory. I albo zdejmuje talerzyki na nasz stół albo zabiera tacę i przynosi już tylko nasze przystawki.

Zamówiliśmy rybę – moją ulubioną rybę çupra (pol. dorada). I rzutem na taśmę zamówiliśmy „jakieś” polecone przez kelnera wino, zgodnie z moją wiedzą o winach białe do ryb. I wtedy wszystko się zaczęło. Całe winne przedstawienie.

Kelner podał przystawki, a potem przyszedł z butelką wina „do prezentacji”. Kiedy pokiwaliśmy znacząco głowami, na znak, że tak – to nasze wino, zabrał je i przyniósł otwarte. Najpierw nalał mi tylko troszeczkę… do degustacji… spróbowałam… raz… drugi… pokiwałam znacząco głową. Wtedy kelner dolał więcej, a następnie nalał G.

Bardzo miło nas to zaskoczyło, pan kelner okazał się przeszkolonym w kwestii win sommelierem? To bardzo miło, bardzo. Później przyszli trzej panowie, którzy zajmują się względnym „umilaniem” wieczoru gościom… grają muzykę na żywo, przysiadając się do każdego stolika. Oczywiście przyszli również do nas, ale nam jednak nie „umilili” wieczoru i szybko zmienili stolik.

Wieczór upłynął nam bardzo przyjemnie i bardzo smacznie przede wszystkim. Ale… jak już wspomniałam na początku, było jakieś „ale”:

1. Papierosy – W Turcji obowiązuje zakaz palenia w miejscach publicznych (zakaz obowiązuje restauracje, za wyjątkiem sal, gdzie ściany/okna otwierają się na co najmniej 3 strony. W wielu dobrych restauracjach rybnych w Turcji nie przestrzega się tego zakazu, dlaczego? Ponieważ istnieje jeszcze okres przejściowy, dzięki któremu restauracje mogą wykupić sobie licencje, a po drugie klienci takich restauracji to najczęściej lokalni biznesmeni, którzy zawsze tam palili i pili raki i zawsze będą tam palić i pić raki.

W połowie wieczoru poczuliśmy zapach dymu papierosowego, czego po prostu nie znosimy w restauracji. Podszedł do nas właściciel restauracji i… nasłuchał się od G, że gdybyśmy wiedzieli, że można tu palić to wybralibyśmy inne miejsce, a poza tym to na sali była rodzina z dzieckiem w wózku! A paliło trzech ABS-ów po środku sali!

2. Cena – Wchodząc do takiej restauracji rzadko kiedy dostaniemy menu do ręki, a ceny jak to ceny „do negocjacji”. Co to znaczy? To znaczy, że my zapłaciliśmy 120 TL za całość posiłku, ani mało, ani dużo. Na złotówki to 240 zł, biorąc pod uwagę, że zamówiliśmy butelkę dobrego wina, oraz pełną kolację dla dwóch osób, to dużo i mało, normalnie. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić, ale… Obawiam się, że będąc turystą i nie mówiąc w ogóle po turecku w takim miejscu, może nas spotkać niemiła niespodzianka i jakiś rządny szybkiego zarobku balıkçı – sprzedawca i kucharz zajmujący się rybami. Wtedy cena może być inna.

Pomimo wszystko uważam, że było warto!

Reklamy

6 thoughts on “Pan Sommelier

  1. Najwidoczniej był kiepsko przeszkolony albo w ogóle, bo butelkę powinien otworzyć przy stole (to sztuka sama w sobie) i jeszcze zostawić korek do ewentualnej inspekcji.

    • niezupełnie… wybraliśmy mały stolik i siedzieliśmy od zewnątrz… więc gdyby otwierał butelkę przy stole machałby nam rękami przed głowami i wtedy byłby dopiero niewyszkolonym i niewychowanym, a korek przyniósł razem z winem, które było podane w wiadereczku do chłodzenia, na tacy, a korek leżał obok… akurat do tego kelnera nie można się przyczepić, bo odwalił świetną robotę i nie popełnił błędu, oprócz zasad powinno się brać pod uwagę również wymogi sytuacji

      • Nie wiedziałam, że do otwierania butelki przeszkolony sommelier potrzebuje wymachiwać rękoma, by otworzyć butelkę, ale skoro tak jest… to faktycznie, lepiej niech odejdzie.

      • to teraz już wiesz 🙂
        gdyby podszedł do stołu i otwierał butelkę pomiędzy nami, bo nie miałby innego wyboru, według Twojej teorii, to sama poprosiłabym go, aby zrobił to gdzie indziej, bo przeszkadzałby mi w rozmowie z moim miłym i robieniu maślanych oczu do niego…

        a kolejnym razem zaproszę Cię z nami będziesz mogła sama ocenić wielkość stołu i możliwość otworzenia butelki na nim… i więcej… nawet będziesz mogła powiedzieć kelnerowi co o tym myślisz 😀
        nie wiem tylko czy zniesiesz nasze towarzystwo 😉

        dobry kelner potrafi dostosować zasady do sytuacji, nie naruszając etykiety i on właśnie tak zrobił, chwała mu za to, oby więcej takich i w Turcji i w Polsce…

        pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt

    • tak powiadam…
      co to jest za strona, na której nie ma podstawowej informacji, o tym że wino białe powinno być schłodzone
      i podane w specjalnym wiadereczku aby nadal utrzymywało swoją temperaturę???

      dodatkowo na stronie do której link podałaś nie ma ani krzty informacji na temat tego że kelner „musi” otwierać wino na stole
      zwłaszcza jeżeli stolik jest mały, a klienci usiedli po zewnętrznej stronie
      a nasz korek znalazł się na tacy na której podano wino, jak zresztą pisałam powyżej…
      nie narusza to więc „etykiety” opisanej na tej stronie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s