Na kłopoty: Iza…

Telefon zaufania, call centre i assistance w jednym… Moja nowa funkcja, która zdobyłam w Turcji nazywa się „Paszport Tymczasowy”. Dziś będzie o tym jak zdobyłam tę umiejętność?

Wczoraj w nocy zadzwonił do mnie znajomy, który przyjechał w niedzielę do Stambułu i planował dziś wylecieć do Polski. Ale… życie jest bogatsze od wszelkich norm, jak mawiał profesor na moim wydziale (ustalajac z nami 10. termin poprawki).

  • Dobry wieczór! Nie za późno? – odebrałam połączenie mocno zdziwioną porą dnia, było po północy.
  • Iza…, zgubiłem paszport… – powiedział znajomy…
  • …, hahaha – tutaj padły niecenzuralne słowa, po których wybuchnęłam salwą śmiechu, jak to zwykłam robić w takich momentach – Przepraszam, że się śmieję, ale tego jeszcze nie było… Nigdzie go nie zostawiłeś, nie wyciągałeś?
  • Nie
  • Pamiętam, że wyjąłeś go z kieszeni i położyłeś na półeczce przechodząc przez bramkę w centrum handlowym
  • Tak? Jesteś pewna?
  • Tak, włożyłeś go do kieszeni pleceka
  • Sprawdzałem, nie ma.

Mój znajomy obszukał wszystkie możliwe miejsca gdzie mógł być paszport, łącznie z plecakiem, pokojem hotelowym, recepcją. Nie ma! Paszportu brak! Amba zjadła! Zapadł się pod ziemię! Diabeł ogonem nakrył!

  • O której masz jutro lot? – zapytałam
  • O 12 z minutami…
  • … – znów niecenzuralne słowa (pomyślicie, że jestem wulgarna, to zależy co uważacie za niecenzuralne…) – Nie zdążymy, musisz przebukować bilet, na kolejny dzień.

Po telefonie na numer dyżurny Konsulatu w Stambule wiedzieliśmy już dobrze co mamy zrobić i w jakiej kolejności. To miał być długi dzień i wiele tego dnia się nauczyliśmy…

Bardzo niemiły Pan z konsulatu powiedział, że mamy mieć zdjęcia jak do paszportu biometrycznego, 100 TL oraz dokument, na podstawie którego będzie można potwierdzić tożsamość mojego znajomego. Wydaje się proste, a wcale takie nie jest bo po pierwsze fotografowie czynni od 9.30 – 10, a znajomy nie wziął ze sobą żadnego innego dokumentu oprócz paszportu. Na szczęście kserokopia zagubionego paszportu miała wystarczyć, taką kserokopię przechowuje recepcja hotelu.

Z samego rana znajomy telefonicznie przebukował bilet na kolejny dzień, ale z zastrzeżeniem, że bilet ma być wykupiony do 3 popołudniu dziś. Rajd zaczęliśmy od zrobienia zdjęcia, wizytą pod ścianą płaczu (bankomat), a następnie udaliśmy się prosto do Konsulatu. („Prosto do Konsulatu” brzmi dość przewrotnie, bo w rzeczywistości jest to 30 km).

W Konsulacie bardzo miło zaskoczył mnie czas oczekiwania na nowy paszport. Wszystkie czynności nie trwały dłużej niż pół godziny. Ale… pojawił się cień obaw o kolejny możliwy problem. Konsul poradził nam, abyśmy udali się na posterunek policji i zgłosili zaginięcie paszportu, wtedy dostaniemy papier. W przeciwnym razie mój znajomy mógłby mieć nieprzyjemności na lotnisku, bo w nowym paszporcie tymczasowym nie ma przecież wizy na której wleciał do Turcji.

Tak naprawdę to od tego powinniśmy zacząć i rozważaliśmy to. Wydaje się, że skoro Konsulat bez problemu wydaje nowy paszport, a stary automatycznie widnieje w systemie jako nieważny to i na granicy nie powinno być problemu. A niech tam strzeżonego Pan Bóg strzeże, jak to mówią. A zatem na policję, ale najpierw wykupić bilet, w końcu 3 dochodzi na osi czasu.

W tym momencie mój znajomy wykonuje słynny gest Michaela Jacksona i chwyta się za wszystkie kieszenie po kolei i mówi z przerażeniem w oczach:

  • Nie mam karty do bankomatu, z której korzystałem pobierajac pieniadze 3 godziny temu…
  • Hahaha – moja salwa śmiechu
  • Jeszcze nigdy nie zgubiłem dokumentów, karty albo telefonu
  • Został jeszcze telefon, hahaha – skręcałam się ze śmiechu na krześle w poczekalni w Konsulacie. A mój znajomy dzwonił już na infolinię do banku, aby zastrzec kartę. – A może to ja przynoszę takiego pecha! – nie mogłam się powstrzymać

Wybraliśmy Taksim, bo tam największe biuro Turkish Airlines i posterunek policji w miejscu turystycznym – gdzieś w głębi kołatała się we mnie nadzieja, że ktoś będzie po angielsku mówić… jakież było me rozczarowanie…

Najpierw w biurze terkisza… Typowo turecka robota… Najpierw, że takiej rezerwacji nie było. Jak podnieśliśmy krzyk, że jak to i że przecież rozmowy sa nagrywane, więc poprosimy o odsłuch gdzie pada potwierdzenie zmiany rezerwacji. Dobrze, to oni poszukaja, proszę przyjść za pół godziny, albo godzinę. W międzyczasie obskoczyliśmy policję, a jak wróciliśmy to okazało się, że w ciagu pół godziny przyszła druga zmiana i ludzi, z którymi rozmawialiśmy już nie ma. Nóż się w kieszeni otwiera, jakie to tureckie. Po ponownym wytłumaczeniu o co chodziło udało się wyjaśnić sprawę i dopłacić za bilet.

A teraz na koniec prawdziwy smaczek! Turecka policja i zgłoszenie zaginięcia paszportu. Kiedy zawitaliśmy na właściwy posterunek na Taksimie (bo najpierw nas z jednego odesłano z kwitkiem, pewnie było przed zmiana zmiany…), wytłumaczyłam młodemu policjantowi co się stało i czego chcemy, niefortunnie powiedziałam, że nowy paszport już mamy… Policjant zrobił oczy jak 1 TL. I wytłumaczył, że on może nam dać papier, z którym będziemy musieli pojechać do Konsulatu i wtedy dostaniemy paszport. Ahaaa! Zaskoczyły mi trybiki i powtórzyłam cała historię jeszcze raz, ale pomijajac szczegół o nowym paszporcie. Wtedy również młody policjant zaskoczył i z uśmiechem na ustach zaprosił nas do poczekalni. Z uśmiechem na ustach, bo niezły ubaw będzie zaraz z tej dwójki turystów!

W międzyczasie podszedł do nas jakiś starszy policjant i ten się wcale nie uśmiechał. Chyba znaja tę grę w dobrego i złego policjanta… Popatrzył na nas i zapytał dosłownie: Po co tu? (po turecku) Wytłumaczyłam cała historię, a on wzruszył ramionami i poszedł… To po co pytał, skoro nie rozumie…

Młody policjant zaprosił nas z bardzo obskurnej poczekalni do jeszcze obskurniejszego pokoju (no cóż w końcu to posterunek policji, a nie willa z basenem) i zaczęło się spisywanie dokumentu… Do młodego dołaczył jeszcze jeden, w końcu dwoje Polaków bez paszportu to niezła zabawa. Ale prawdziwa zabawę mieliśmy my, kiedy oni spisywali nasze dane na protokół… To wygladało co najmniej jak scena z „Jak rozpętałem II wojnę światowa”: Grzegorz Brzęczyszczykiewicz: Sssszzzczzzztzzz.

Chłopaki zapytali kiedy kolega przyleciał do Turcji, więc mówię, że w niedzielę, a oni na to, że krótkie wakacje, a ja na to: Ale jakie? Paszportu brak! A chłopaki w śmiech! Oczywiście nie zapomnieli pochwalić mnie za znajomość języka i postanowili nagrodzić wpisaniem mnie do raportu w rolę „tłumacza”…

Wyszliśmy uhahani, ubawieni i szczęśliwi, że załatwiliśmy wszystko w ciagu – bagatela – 8 godzin !!! Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!

Reklamy

2 thoughts on “Na kłopoty: Iza…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s