Gökçeada


Gdzie spędziliście Ramazan Bayramı? My wybraliśmy się na wyspę Gökçeada. Oczywiście nie obeszło się bez przygód, jak to zawsze w moim przypadku. Zapraszam na szczegółową relację naszpikowaną zdjęciami i filmami! Przygotujcie kawę i ciasteczka – będzie długo!

Zacznijmy od tego, że decyzję o miejscu urlopu podjęliśmy tydzień przed wyjazdem na urlop. A rezerwację miejsc G zaczął w piątek przed wyjazdem. Chyba nie muszę pisać, że to tak jakby jechać do Zakopanego dzień przed Sylwestrem i liczyć na wolne miejsca na kwaterach. Szaleństwo! A jednak to zrobiliśmy. Spakowani w samochodzie i w drodze w kierunku półwyspu Gallipoli, skąd odpływają promy na wyspę, obdzwanialiśmy całą listę hosteli, hoteli, apartamentów w poszukiwaniu ostatnich wolnych miejsc.

W pewnym momencie AHA jest! Jeden wolny pokój na jedną noc w jednym z hoteli. Ale co dalej? Nie wiadomo.

Spędziliśmy w samochodzie 7 godzin na autostradzie, w takim o to sznureczku…

Ale moc była w nas (= Guc sizde = oznacza dosłownie „Moc w Tobie/Was”)

Po 7 godzinach dojechaliśmy do portu promowego i ustawiliśmy się w koooleeejce do promu, w której byliśmy 467… o godzinie 6 wieczorem.

Zakładając, że są 2 promy i jeden zabiera 80 samochodów i rejs na wyspę i z powrotem zajmuje mu 4 godziny, a drugi zabiera 120 samochodów i rejs na wyspę i z powrotem zajmuje mu w sumie 2 godziny to na promie powinniśmy się znaleźć około 1 w nocy… I tak dokładnie było…

W międzyczasie widzieliśmy:

mojego marynarza

wyspę na którą płynęliśmy

plażę wzdłuż której się przemieszczaliśmy

Przy tej plaży znajdował się mały bufet, w którym wszyscy stojący i oczekujący na swoją kolej zaopatrywali się w napoje i żywność, my też. Udałam się do sklepiku po ostatnie zapasy wody i soków. W środku usłyszałam rozmowę zdaje się lokalnej mieszkanki i sklepikarki:

– Tatilciler… (tłum. Urlopowicze) – powiedziała pani lokalna z pogardą w głosie skierowaną do wszystkich nas stojących w kolejce do kasy, ale nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi.

– Sorma… (tłum. nie pytaj) – odpowiedziała pani sklepikarka z nie mniejszą pogardą.

ślicznego pieska

jego kumpli

pieska – romantyka

zachód słońca z zarysem Samotraki

nasz prom

i piękny zachód słońca

swoje nogi na desce rozdzielczej o 1 w nocy zaraz po przebudzeniu

A teraz najważniejsza informacja: dlaczego w ogóle czekaliśmy w ten kolejce na prom 7 godzin? Ponieważ na samym początku kazałam zadzwonić G jeszcze raz w te same miejsca z założeniem, że jeżeli znajdziemy miejsce na kolejne 2 noce to jestem gotowa czekać choćby do rana w tej kolejce. A jeżeli nie mamy gdzie spać to nie ma sensu czekać. Okazało się, że w miejscu gdzie znaleźliśmy pierwszy nocleg, ktoś kto stał w tej samej kolejce zrezygnował z rezerwacji, więc ten pokój wzięliśmy my.

Po 5 godzinach snu od 3 w nocy do 8 rano udaliśmy się na śniadanie…

mieliśmy gościa

skórka pomarańczy w syropie – pychota

A po śniadaniu na objazd wyspy. Na szczęście G wrócił do siebie i w 15 minut mieliśmy już plan pobytu na dwa kolejne dni.

plaża Yıldız

molowy surfer

Cała wyspa to kilka wsi (Çınarlı, Tepeköy, Kaleköy, Dereköy, Zeytinliköy, Şirinköy, Uğurlu), trochę wzniesień skąpo pokrytych roślinnością, kilka plaż (kamienistych, z piaskiem, stromych, bardziej płaskich), kilka jezior ( w tym jedno słone, o którym będzie później) i mnóstwo spacerujących kebabów.

Warto dodać, że wyspa kiedyś należała do Grecji, dopiero poprzez podpisanie Traktatu Lozańskiego w 1923 roku ustanowiono specjalny status administracyjny wyspy, który przekazał wyspę w panowanie Turcji, jednocześnie wyłączając mieszkających tam Greków z umowy o wymianie ludności. I tak Grecy na wyspie pozostali. Z czasem większość nazw greckich zmieniono na tureckie, m. in. nazwę wyspy Imbros na Gökçeada.

widok na port w Kaleköy

G niczym koziołek skacze po skałach

„najwyższy” czas na herbatę

dla potomnych

podobno niepodobna do siebie tu jestem

dla takich i innych widoków warto było tu przyjechać

sakızlı muhallebı – bardzo dobry deser o smaku gumy do żucia o galaretkowo-budyniowej konsystencji, jedyny minus… odbijało mi się nim cały kolejny dzień

kot mówiący wzrokiem „nie pacz się tak na mię, jak się bedziesz paczeć to ja też się bede paczeć na cię”

G urlopowo

ja urlopowo

nad jeziorem o pięknym kolorze wody

razem urlopowo

droga do nikąd, a na końcu…

dwoje tatilciler!

widok na grecką Samotrakę, z której nota bene pochodzi posąg Nike, które teraz znajduje się w Luwrze w Paryżu

ten błękit morza urzeka

ciągle nie mogę się napatrzeć na te pozawijane kobieciny

samotny kościół

greckie dzieciaczki karmiące osiołki skórkami z arbuza

Jednym z planów na ten dzień była kąpiel w Morzu Egejskim. Co prawda plaża była kamienista, ale w niczym to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie, kamienie były aksamitne miękkie, a woda krystalicznie czysta.

stałam w wodzie po szyję kiedy robiłam to zdjęcie

tak dokładnie powinien wyglądać czas kanikuły

słonko chyli się ku zachodowi, a więc czas znaleźć optymalne miejsce na obserwację tego zjawiska

po drodze jeszcze tylko slalom między kozimi bobkami

ooo, romantico!

piękne, nieprawdaż?

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od śniadania złożonego z samych naturalnych i lokalnych specjałów.

port w Kaleköy

port w Kaleköy

Plan na dziś plaża surferów i słone jezioro z kąpielą błotną. Istnienie takich miejsc na wyspie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że każdy znajdzie coś dla siebie w tym miejscu na ziemi.

plaża kitesurferów na wzór tych hawajskich

wygląda imponująco, prawda?

windsurfing

godzina treningu na brzegu, szuranie pupą po piasku, wyrównywanie terenu…

i do wody, na fale

jak każda inna aktywność, tak samo kitesurfing w Turcji należy uprawiać kolektywnie, jak wszyscy… to wszyscy

Kto by pomyślał… kitesuring, windsurfing i to wszystko na takiej wysepce. Ale to co zobaczycie teraz to dopiero fenomenalna sprawa.

czysty G wchodzi do wody

brudny? jeżeli to nadal G? wychodzi z wody

Jak to się stało? Na wyspie jest Słone Jezioro, na dnie którego odkryto błoto (nie nowość na dnie jezioro odkryć błoto) o specjalnych właściwościach (i to już nowość jest). Właściwości polegają na wspomaganiu leczenia chorób skóry oraz pielęgnacji skóry, a także na wyjątkowo dokuczliwym i długo utrzymującym się nieprzyjemnym zapachu. Ale o tej ostatniej przekonaliśmy się już w hotelu.

Takie błotko zbiera się z dna i rozprowadza na ciele, a następnie udaje na plażę, aby wszystko wyschło na sztywno. Następnie zmywa się cały syf w morzu. Niestety w morzu nie schodzi zapach. Nie chcieliśmy się zupełnie zaśmierdzieć, więc do hotelu pojechaliśmy w samych strojach kąpielowych, i udaliśmy się prosto pod prysznic, a dokładniej 3 prysznice pod rząd. I… jakby to napisać… nadal śmierdzieliśmy, ale razem, to jak z jedzeniem czosnku – albo parami albo wcale.

kolejny przykład kolektywizmu

próba medytacji

zbiorowa histeria

ponoć brud powyżej 1 cm odpada sam, poczekajmy więc…

trochę straszne, a trochę śmieszne

unikatowy sposob podawania borka

Drugiego dnia oczekiwaliśmy na zachód słońca na wzniesieniu nad Kaleköy. I wtedy też dowiedzieliśmy się, że na wyspie jest czynne lotnisko.

port w Kaleköy

Kiedy siedzieliśmy sobie w romantycznej scenerii na skałkach, podziwiając naturalne krajobrazy, nagle do naszych uszu dobiegł ryk silnika. Motorówka? samolot? Mały samolot odrzutowy linii BoraJet raz na dzień przylatuje z lotniska Ataturk.

lotnisko nie posiada nawet wieży w związku z tym, samoloty lądują i startują same bez naprowadzenia

widoki trochę przypominają Wielką Brytanię

zwłaszcza okolice Holyhead

zachód słońca i Samotraka

złota godzina

Na dawnej greckiej wyspie nie mogło zabraknąć greckiej tawerny. Co prawda z greckości niewiele pozostało, ale jedzenie mieli wyśmienite, a wino jeszcze lepsze.

wino podawane w półlitrowych metalowych kubkach

a o to co zostało na moim talerzu… krewetki palce lizać – dosłownie!

Siedzieliśmy w tawernie przy naszym stoliku, obok nas był drugi stolik, przy którym siedziała starsza para. W pewnym momencie po kamiennej podłodze pomiędzy naszymi stolikami przebiegło coś niby skorpion – niby pająk! Wielkości mojej dłoni! I zatrzymało się pomiędzy stolikami. Zadarłam nogi pod brodę, a pan ze stolika obok spokojnie wstał i z chrupnięciem zadeptał stworzenie. Po czym usiadł i z uśmiechem zapytał, czy to przypadkiem nie uciekło z naszego talerza? Ha ha ha! Ja mało na zawał nie padłam, a on sobie żarty stroi.

Tak dobiegł końca trzeci dzień naszej podróży. Świadomi tego co mogło nas spotkać w drodze powrotnej w oczekiwaniu na prom, zerwaliśmy się wcześnie rano i po śniadaniu udaliśmy się stanąć grzecznie w kolejce do promu. Mieliśmy szczęście i załapaliśmy się na pierwszy duży prom.

prom

wypoczęty tatilci

bye bye Gökçeada

Gallipoli

A ponieważ udało nam się uciec z wyspy wcześniej niż planowaliśmy, to postanowiliśmy udać się na zwiedzanie półwyspu oraz miejsc pamięci poległych.

Historię Gallipoli już opisywałam. Cieszę się, że udało mi się w końcu odwiedzić to miejsce. Oboje nie mieliśmy pojęcia, że wybudowano tu, według mnie, jedno z lepszych muzeów jakie widziałam. niestety nie pamiętam nazwy i nie mogę znaleźć tego centrum w internecie. Nawet nie wiem czy mają stronę internetową. Samo muzeum to 11 sal, z których każda przedstawia inny etap walk. Ale wrażenie robi sposób przedstawienia historii. Po pierwsze ja jako osoba nie-turecko języczna dostałam urządzenie ze słuchawkami, w których miałam dokładnie to samo co było w rzeczywistości, łącznie z podkładem muzycznym, ale w języku angielskim. Po drugie w salach wykorzystane były różne efekty specjalne, w jednej z sal dostaliśmy okulary 3D, w innej sali podłoga imitowała pokład fregaty, a przed nami przechadzał się kapitan wielkości 1:1, w jeszcze innej sali przechadzaliśmy się po okopach. Bardzo dobrze pomyślane!

wystawa przy centrum pamięci

flaga

Odwiedziliśmy też miejsce poległych w wojnie żołnierzy – Abide. Ponoć w wojnie walczył  Gokhana pradziadek, ale niestety nie udało nam się znaleźć zapisu. Dodatkowa trudność polega na tym, że nikt nie pamięta nazwiska, nie jest też pewne co było wpisane jako miejsce pochodzenia w rejestrach.

pole poległych

tablica ze słynnym cytatem Ataturka

pomnik

I tak o to nasz Bayram dobiegł końca. Z tragedii w 5 aktach, która zapowiadała się na początku, wszystko obróciło się w dobrą stronę i spędziliśmy jedne z lepszych wakacji.

Reklamy

2 thoughts on “Gökçeada

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s